4/03/2016

Chile, San Pedro de Atacama - Salar de Atacama, Lagunas Altiplanicas, Valle de la Luna, Gejzer El Tatio.

Chile od razu wydaje nam się niesamowicie spokojne i dużo bardziej zorganizowane w porównaniu do Boliwii. Ale też drogie niestety. Ciężko wrócić właściwie znów do europejskich cen, szczególnie w San Pedro de Atacama, które jest małym miasteczkiem, ale znów skoncentrowanym na turystyce, pełnym restauracji i biur podróży i wygórowanych cen. Ale dookoła znów jest co oglądać. Inspiruje też widok na piękny, symetryczny, prawie 6000m wulkan Licancabur. Poza tym jest też znów gorąco - jak dobrze zmienić garderobę :) 

Trochę udaje mi się zaoszczędzić, bo znajduję nocleg przez couchsurfing. Fajnie, bo wykorzystuję już pierwszy dzień na krótką przejażdżkę do miejsca zwanego Quebrada del Dialblo.


,,,  a potem na zachód słońca z widokiem na Dolinę Śmierci - Valle de la Muerte. Żadne moje zdjęcie nie oddaje tego jaki piękny był to widok. Ostatnie dni w Boliwii byłam cały czas zachwycona, więc myślałam, że osiągnęłam już swój limit zachwytów, ale czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Ogromna powierzchnia, góry i piasek - z jednej strony Dolina Śmierci, a z drugiej Dolina Księżyca. 


Bardzo zmęczona intensywnością ostatnich dni, mimo wszystko znów ruszyłam na poznanie okolicy. Znów pustynia solna - Salar de Atacama i znów laguny – Lagunas Altiplanicas, wszystko podobne do tego, co było w Boliwii. Piękne, piękne widoki! A co ciekawe, okazuje się, że w niektórych miejscach działa silnie pole magnetyczne przyciągając auto nawet pod górę. 




Piękne miejsce - Piedras rojs de hierro.

Laguny Miniques i Miscanti.

Przystanek w wiosce Toconao,

Kolejnego dnia z samego rana wybieram się znów zobaczyć gejzery - bo niby pytam czy warto, skoro widziałam już te w Boliwii, ale mówią, że tak, że mają być bardziej spektakularne, w końcu te tutaj - El Tatio Geysers, znajdują się na wysokości 4300m. Ale jednak największe wrażenie robi coś, kiedy widzi się to po raz pierwszy, dlatego właściwie wszystko będę już porównywać. Ale oczywiście i tak mi się podoba i to bardzo! Zaczynamy znów z samego rana, znów niesamowicie zimno, poniżej zera, za to dotykamy ciepłej ziemi, żeby ogrzać ręce. Znów też jesteśmy ostrzegani, bo z gejzerami nie ma żartów - jeśli wpadnie się do takiej gotującej wody, zostanie poparzonym, raczej marne są szanse na przeżycie. Potem mamy śniadanie i tutaj też odwiedzamy wody termalne.




Potem kilka przystanków po drodze.

I zatrzymujemy się w wiosce Machuca, gdzie znajduje się mały, bardzo dobrze zachowany kościół San Santiago - do budowy użyto drewna z kaktusa. Domki są z suszonej na słońcu cegły (adobe).

Znów próbuję mięsa lamy, tutaj jest pyszne.

A po południu jeszcze tego samego dnia miałam jeszcze energię na spacer po gorącej i pięknej, pięknej, przepięknej Dolinie Księżyca! 



Znajduje się tu opuszczona kopalnia soli, wszędzie dookoła sól, można znaleźć też maszyny.













I czas wejść na wydmę!






Widok ze szczytu jest zachwycający.







I zachód słońca na dobre zakończenie tak intensywnego dnia.


Opuszczam Chile i z rana ruszam na północ Argentyny. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wpisz swój e-mail - nie przegapisz wpisu :) / Follow by Email :) Don't miss a post!