1/15/2016

Brazylia - Paraty i Trindade.

Wypoczynek w małych miejscowościach jak Paraty i Trindade tuż po Rio de Janeiro był mi bardzo potrzebny! W takich miejscach dużo łatwiej i szybciej można poczuć się dobrze.

Do Paraty łatwo dojechać zarówno z Sao Paulo jak i Rio de Janeiro - dookoła też wiele małych miejscowości i wysp. 

Paraty chciałam bardzo odwiedzić ze względu na architekturę - to małe kolonialne miasteczko, gdzie na prawdę mogłam poczuć się jak w Portugalii :)


Paraty leży nad oceanem, dlatego zachęca do odwiedzenia nie tylko ze względu na architekturę, kolorowe okiennice i drzwi, czy wąski uliczki, ale i ze względu na plaże. 






Acai - brazylijski przysmak na upały- czyli mrożone jagody z bananem, granolą i mlekiem skondensowanym!

Godzinna podróż autobusem do Trindade - tam plaże jeszcze lepsze i w ogóle miejsce uwielbione przez hipisów :)





Z Trindade można przejść dość krótkim szlakiem do innych plaż, po drodze mijając wodospady, żeby na końcu dotrzeć do miejsca zwanego naturalnym basenem - Piscina Natural. 






1/10/2016

Rio de Janeiro!

W moim przypadku miejsca typowe z pocztówek trochę rozczarowują. Bo pewnie za bardzo sobie dane miejsce wyobrażam. Za dużo słyszałam złych rzeczy o Rio i trochę się w rezultacie bałam - dlatego też z dużą uwagą przemieszczałam się przez miasto. Odwiedziłam Rio typowe - turystyczne, ale zobaczyłam też favele - zresztą będąc w Rio nie da się nie zauważyć mieszanki biednych i bogatych.

Obawiałam się jak duże jest to miasto i czy ciężko będzie wszystko zobaczyć, ale właściwie miasto jest dość dobrze skomunikowane. Warto mieć więcej dni, żeby móc nacieszyć się chwilą. W Rio jest gorąco, każde wyjście męczyło mnie jak nigdy dotąd. 


Początek relacji od Chrystusa, czemu nie? Właściwie w Rio spędziłam święta - ale nie były to żadne tradycyjne święta, nie. Było plażowanie i kolacja w wigilię w hostelu, a w Boże Narodzenie odwiedziłam właśnie to miejsce - pomnik Chrystusa - ale właściwie nic to świątecznego raczej. 

Na Chrystusa nie zdecydowalam się iść pieszo - wydaje się to fajną i tańszą opcją, ale ostatnie dni nie robiłam nic tylko chodziłam przez lasy na Ilha Grande, dlatego wsiadłam rano w turystyczny pociąg i wyjechałam na szczyt Corcovado, żeby podziwiać ten właśnie pocztówkowy widok na całe Rio.
Gdyby wchodzić na szczyt pieszo, szlak zaczynałby się właśnie w takim ładnym parku - parku Lage:

Innego z kolei dnia wahałam się nad nieturystycznym szczytem Dois Irmaos, a turystycznym Pao de Acucar - znów wygrała popularna atrakcja - więc zamiast pieszej wspinaczki była kolejka na kolejny szczyt i widoki z innej strony.


Kolejnym ważnym punktem Rio są plaże! Copacabana, Ipanema, i dalej jeszcze Leblon. Nie plażowałam - zdecydowanie wolę plażowanie gdzieś poza dużym miastem, ale trzeba przyznać, że plaża tak blisko sprawia, że Rio jest miastem jedynym w swoim rodzaju!


Jednym z fajniejszych miejsc jest Pedra do Arporador pomiędzy Copacabaną a Ipanemą - to popularne miejsce na podziwianie zachodzącego Słońca.



Tu już ładny widok na Pao de Acucar z plaży Botafogo:

Chrystus, Pao de Acucar i plaże chyba są wizytówką miasta - potem ważna jest dzielnica Lapa - dość kontrastowa w porównaniu z luksusową Copacabaną czy Ipanemą - tu pełno graffiti, barów i różnych dziwnych typów, ale to też właśnie dzielnica słynna z samby - na początku niepewnie, potem już musiałam oswoić się z tym miejscem, bo właśnie w Lapie wybrałam sobie hostel.

Punktem charakterystycznym Lapy jest akwedukt, po którym jeździ (tak, już znów, po dłuższej przerwie jeździ) bondinho - mały, żółty tramwaj, który zawiezie nas do dzielnicy Santa Teresa :) 









I oczywiście schody, które są chyba najczęściej fotografowanymi schodami świata. Całe w kolorowych kafelkach z różnych miejsc świata.

Czas na kilka zdjęć z dzielnicy Santa Teresa, tuż po wyjechaniu tam tramwajem bondinho - tylko krótki spacer do Parque das Ruinas i znów podziwianie widoków miasta.


Pospacerowałam też po dzielnicy centrum miasta, ale ta najmniej mnie zaciekawiła, chociaż pewnie przez to, że wybrałam się tam w weekend, kiedy wszystko jest tu raczej martwe, puste i pozamykane. Ale był nawet jeden mały targ. 





Najfajniejszy targ jaki znalazłam to targ z jedzeniem (owocami, warzywami, rybami, stoiskami z brazylijskimi przekąskami typu pastel, tapioca, caldo de cana) w dzielnicy Gloria. Nie ma to jak najeść się tanio w takim miejscu :)



Kolejny targ na placu Sao Salvador słynie z cotygodniowej samby w niedzielę :)


Niedziela to też dzień na targ z pamiątkami w Ipanemie - tam też znaleźć można wtedy jedzenie typowe z regionu Bahia, które spróbuję zresztą oryginalne już w lutym, bo wybiorę się tam na karnawał :)

Czy w Rio jest niebezpiecznie?

I na sam koniec nieco o bezpieczeństwie i mojej wyprawie do faveli!

Sama wyczytałam i wysłuchałam różnych historii więc jechałam przygotowana. Zasada - schowany aparat, podzielone pieniądze w różnych miejscach i raczej nie wielkie sumy, i generalnie udawanie, że wie się gdzie się jest i po co. W moim przypadku zdało egzamin. Trochę chodziłam sama, chociaż starałam się tego unikać - a kiedy już byłam sama to byłam ostrzegana przez Brazylijczyków - sami podchodzili i mówili, żeby uważać, pytali czy nie pomóc w znalezieniu drogi itp. Miło z ich strony, ale to tylko wzmacniało moją niepewność, że może jednak rzeczywiście powinnam była zamknąć się w pokoju w hostelu i nie wychodzić, haha :) Ale jednak nie. A potem poznałam Axela i wybrałam się z nim i jeszcze dwójką innych osób do faveli, żeby zobaczyć "strach" z bliska :) Bo to w dużej mierze przez favele ten strach - bo to dzielnice biedy, często tam handluje się narkotykami i mówi się, że stamtąd są problemy - a w Rio tych jest niesamowicie dużo - nie tak jak w Sao Paulo - daleko od miasta, że nawet ich się nie widzi - tu są wszędzie.

Poniżej moje pierwsze zdjęcie z Rio de Janeiro - zaraz po tym jak wsiadłam w autobus z dworca Novo Rio w kierunku Copacabany. Jechaliśmy przed siebie - popatrzę w prawą stronę i widzę favele, popatrzę w lewą - znów favela. 

Ale zaraz potem wysiadłam na bogatej Copacabanie i mijały mnie tylko eleganckie panie wyprowadzające swoje małe pieski czy też tłumy zmierzające na plażę. Znalazłam swój hostel i pierwsza historia jaką usłyszałam to od chłopaka z Australii z tego samego pokoju w hostelu, którego kartę ktoś właśnie zeskanował w jednym z bankomatów i tak wyczyścił mu konto. I tak dodałam kolejny punkt ostrożności do swojej listy - uważać, gdzie wybierać pieniądze! (Ale w końcu nic mi się takiego nie przytrafiło, jak dobrze!)

W każdym razie od tego pierwszego dnia miałam kilkudniowy czas na przystosowanie się do tutejszych realiów i tak w swój przedostatni dzień zdecydowałam się zobaczyć favelę z bliska. Ale nie sama, tylko z Axelem, którego poleciła mi moja kuzynka, bo zatrzymała się u niego przez airbnb - sama nigdy nie korzystałam, ale już tyle razy słyszałam, że to doświadczenie jak połączenie hostelu z couchsurfingiem, czyli ma się więcej prywatności, miejsce, za które się płaci, ale ma i się i świetną opiekę kogoś, kto doskonale zna okolice! Moja kuzynka zatrzymała się w
Casa Santa Teresa 48 - którego właścicielem jest właśnie Axel :) Ja tego miejsca nie odwiedziłam, ale żałuję, bo widziałam zdjęcia - Axel kupił mieszkanie, które sam przez długi czas wynajmował - znajduje się na samym szczycie małej faveli, blisko dzielnicy Santa Teresa.
www.casa48rio.com ; www.airbnb.com/rooms/76300

Axel organizuje wycieczki i stara się pokazać Rio mniej turystyczne, a autentyczne. Jego strona to http://www.rio-autentico.com/  Napisałam do niego maila i tak dowiedziałam się, że mogę odwiedzić z nim małe, chronione przez policję i raczej bezpieczne favele Chapeu Mangueira i Babilonia z imponującym widokiem na zatokę Guanabara i Rio ze wzgórza Morro de Babilonia. (Najwieksza favela w Rio jest Rocinha - po niej Axel tez oprowadza! )



Favele z pięknym widokiem na plaże i ocean, jaki chciałby mieć niejeden z nas!




Favele w Brazylii to dzielnice biedy, ale właściwie mieszka się tu normalnie -słyszy się, że tu handluje się narkotykami i tu mieszka  sam margines społeczny - niekoniecznie. W tym przypadku   mieszkają tu zwykli ludzie, którzy zajmują te mniej prestiżowe prace - czyli np. taksówkarze, gospodynie domowe, sprzedawcy wody na ulicach itp. 

Favele są dość chaotycznie, ale chyba można powiedzieć, że jednak zorganizowane :) Mieszkańcy właściwie sami stawiają swoje domy, ale prawdziwe domy, poza tym jest Internet, jest woda, ulice tutaj mają swoje nazwy, kwestia tylko, że mieszkańcy nie maja wykupionej ziemi, wiec teoretycznie mieszkają nielegalnie. Axel opowiada, że warunki w favelach szybko się zmieniają, że rząd przestaje zamykać oczy na problemy, że coraz więcej jest pomysłów czy projektów. Poza tym wiele faveli otwiera się na miasto - powstają tu bary czy miejsca, które chcą odwiedzić osoby, które w faveli nie mieszkają. Powstają hostele, miejsca gotowe przyjąć zagranicznych gości. Sama żałuję, że nie zatrzymałam się w takim miejscu, ale o Axelu tez dowiedziałam się trochę za późno, już mając wszystko zarezerwowane.


Podsumowując, mój pobyt w Rio był bezpieczny, ale nigdy nie powiedziałabym, że w Rio jest bezpiecznie, statystyki i rankingi mówią same za siebie i mają trochę racji, ale złe rzeczy zdarzają się, czy mogą zdarzyć na prawdę wszędzie.

Na koniec widok z Morro de Babilonia! :)

Wpisz swój e-mail - nie przegapisz wpisu :) / Follow by Email :) Don't miss a post!