11/24/2015

Gap year - pół roku w Brazylii!


Jak to się stało, że jestem w Brazylii?

Chęć na gap year, czyli zrobienie sobie roku przerwy od studiów miałam jeszcze zanim zaczęłam studiować :) Potem był Erasmus w Portugalii, zaczęłam uczyć się portugalskiego, wyjechałam tam znów do pracy w wakacje i do tego wymyśliłam sobie Brazylię - istotnym punktem był tu język portugalski. Widzę po sobie, jaką różnicę daje nauka języka w miejscu, w którym się go używa i bez względu na różnice w portugalskim europejskim, a tym brazylijskim, podjęłam decyzję. Chciałam wyjechać do Brazylii na trochę dłużej i nie tylko na zwiedzanie – chciałam tam pomieszkać, mieć czym się zająć, poobserwować no i podszkolić język wreszcie tak, żeby móc się komunikować.



Od decyzji do realizacji

Jest mnóstwo programów, które pomagają w takich pomysłach. Rozważałam kilka z nich, np.

- EVS, czyli wolontariat europejski, który też współpracuje z organizacjami z poza Europy, ale nie natknęłam się jednak na nic w Brazylii.
- Ci Experience Brazil – organizacja nie z Polski, ale skontaktowałam się z nimi i wydaje się, że za ich pośrednictwem też można by spokojnie wyjechać, ale tu jednak trzeba sporo zapłacić.
- AIESEC – czyli opcja, którą wybrałam.

Ma to swoje plusy i minusy. AIESEC jest organizacją studencką, która umożliwia tego typu wyjazdy – na wolontariat, albo na staż. Ponieważ już wiedziałam co i jak, bo 3 lata temu byłam na wolontariacie AIESEC we Lwowie, stwierdziłam, że postaram się o staż. Wtedy nie było idealnie, bo skończyło się tym, że sami z wolontariuszami płaciliśmy sobie za mieszkanie, bo nie chcieliśmy się zgodzić na to, zapewnione przez nich, z tym zapewnionym wyżywieniem to też nie do końca było tak kolorowo - ale, mimo wszystko było ciekawie. Więc zaryzykowałam jeszcze raz. AIESEC jest niemalże wszędzie, kontaktuje się z firmami, organizacjami i pomaga w załatwieniu formalności – za opłatą, ale w moim przypadku była tą najtańszą opcją. Z dostępnej bazy wyszukiwałam tylko oferty z Brazylii i aplikowałam, aplikowałam, aplikowałam. Potrzeba było bardzo dużo cierpliwości, bo odzew był bardzo słaby. Jednak mimo, iż znałam już trochę portugalskiego, to często okazywało się, że wymagany jest hiszpański, ale oferty są skierowane dla osób z Ameryki – czy to Południowej, czy Północnej. Taki proces rekrutacji może potrwać kilka dni, może kilka miesięcy – u mnie potrwało jakieś 3... Ale kiedy ktoś już odpisze, poprosi o dodatkowe informacje, odbędzie się rozmowę przez Skypa, podpisze dokumenty, to właściwie ma się już wolną drogę – pozostaje załatwienie formalności – tu – szczepienia, bilet, wiza i w drogę!
Tyle przygotowań do wyjazdu jeszcze wcześniej nie miałam!
Szczepienia do Brazylii nie są obowiązkowe, ale zalecane - za to w przypadku odwiedzenia innych krajów Ameryki Południowej, szczepionka na żółtą febrę stają się już niezbędne. Dlatego właśnie zaszczepiłam się na żółta febrę, i WZW typu A i B. Malaria np. zalecana jest w przypadku Amazonii.
I wiza studencka na pół roku :D
Już na miejscu AIESEC rzeczywiście odebrał mnie, zadbał o zorientowanie się w pierwszych dniach w mieście, ale właściwie ich opieka nade mną to właśnie to tylko minimum. Wszystko oczywiście zależy od szczęścia, albo nie wiem od czego, ale nie dostałam osoby, która by się mną na prawdę zajęła.

Gdzie jestem i co robię?

Staż, który teraz odbywam polega na szeroko pojętym marketingu w małej, ale szybko rozwijającej się firmie zajmującej się inżynierią bezpieczeństwa przeciwpożarowego... Brzmi nawet teraz dla mnie trochę przerażająco :) To w ogóle nie są moje klimaty, zresztą dobrze o tym wiedziałam, z tym, że po tak długim poszukiwaniu czegoś i braku odpowiedzi z wielu, wielu innych i ciekawszych ofert, nie mogłam tak po prostu zrezygnować. Zdecydowałam się, że jadę. 

Miejscem gdzie się zatrzymałam na dłużej jest więc Campo Grande. Miasto z tego co wyczytałam wcześniej i co sama też potwierdzam, jest mało turystyczne, ale dość małe, jak na Brazylijskie standardy (jak Kraków) i dość bezpieczne w porównaniu z innymi.


Przez couchsurfing znalazłam mieszkanie – republikę, czyli właściwie mieszkanie studenckie, w tym przypadku międzynarodowe. Jestem ja, chłopak i dziewczyna z Brazylii, dziewczyna z Kolumbii, chłopak z Grecji, chłopak z Boliwii i ja. Czyli tak jak lubię – międzynarodowo, a do tego mówi się tu po portugalsku, bo każdy chcę się nauczyć. Mój akcent jest wyśmiewany, ale już dzień po dniu jest coraz lepiej :) Część osób jest tutaj do grudnia, więc później pewnie będzie tu mieszkał ktoś inny,. Co jest fajnego to ogród z hamakiem, dużo miejsca – to właściwie mały domek, a właściwie 2 z ogrodem między. I jest kuchnia na zewnątrz, więc gotujemy na świeżym powietrzu. Dzielimy kuchnię i łazienkę, ale każdy ma swój pokój. A czasem robimy ogródkowe imprezy.

Jak tutaj jest? – moje pierwsze wrażenia

Trochę już wyjeżdżałam, ale nigdy tak daleko i nigdy na drugą półkulę, nigdy za równik i nigdy za ocean. Więc trochę się zastanawiałam, jak będzie wyglądał taki szok kulturowy. W Europie jednak kraje różnią się, ale chciałam zobaczyć wreszcie coś zupełnie innego. Wydawało mi się, że w Brazylii będzie gorąco, ale, że będzie dużo i bardzo padało (region Mato Grosso do Sul w lecie ma porę deszczową), że będzie taniej (w Campo Grande – nie w Rio), będzie dużo tanecznych imprez, że będę się bardzo wyróżniać i wzbudzać zainteresowanie co tam w ogóle robię, że będzie niebezpiecznie i że mnie okradną...

Jak na razie - rzeczywiście - jest gorąco i to bardzo (dla mnie - ich zdaniem, bywa chłodno, praktycznie zawsze chodzą w długich spodniach czy kurtkach dżinsowych, a ja tego nie rozumiem) Pada, ale inaczej, niż jak znam to z naszej części Europy – zaczyna się od tego, ze robi się wietrznie i przyjemnie chłodniej, a potem zaczyna padać jak ulewa, czyli dość intensywnie, ale kończy się szybko i zaraz znowu jest gorąco. 
 Poza tym wcale nie jest dużo taniej, jest właściwie jak u nas, albo nawet i trochę drożej. W Brazylii mają bardzo drogą elektronikę, ale dość tańsze są owoce.
Jest dość leniwie i czas płynie wolno. Bardzo popularne są hamaki. Brazylijczycy uwielbiają też wyciągać krzesła i siadać przed swoimi domami, przy drodze. Albo handlować na ulicy.
No i wcale się bardzo nie wyróżniam – Brazylia jest mieszanką – są czarni, są biali, są blondyni i o ciemnych włosach, są i czarnego koloru skóry, blond włosach i jasnych oczach. W przypadku Campo Grande dość dużo tu studentów – Universidade Federal de Mato Grosso de Sul przyjmuje dużo studentów z zagranicy, też z Europy. Nie ma też łatwiej - każdy od razu mówi do mnie po portugalsku, a jak już zaczynają mówić swoim mega szybkim tempem, głośno i slangiem to ciężko cokolwiek zrozumieć.
Co do bezpieczeństwa – od początku zachowywałam się ostrożnie - niczego niepokojącego nie zauważyłam, może na razie jestem tu krótko, ale widzę, ze to typowo studenckie miasto, i właściwie jest tu bezpiecznie - nie ma faweli. Wiadomo, ze gorszy stan autobusów, dróg, mieszkań, ale za to wszystko rekompensuje przestrzeń i dużo, dużo zieleni - drzewa jakich nigdy jeszcze nie widziałam, z pięknymi, kolorowymi kwiatami.


Nie będę bardzo dużo podróżować przez najbliższy czas, bo jednak jestem tu na stażu. Chciałabym pozwiedzać chociaż okolice - ale w przypadku Brazylii nawet i to jest równoznaczne z dużymi odległościami i kosztami. Dlatego swoje 14 dni wolnego wykorzystam na dłuższą podroż w święta i karnawał. A po 5 miesiącach stażu będzie czas pewnie i na inne państwa Ameryki Południowej :)
(zdjęcie z http://onlinedatingsoundbarrier.blogspot.com.br/)
To będzie wyzwanie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wpisz swój e-mail - nie przegapisz wpisu :) / Follow by Email :) Don't miss a post!