5/27/2015

Belgrad, Serbia

Na zakończenie majówki - Belgrad, który okazał się świetnym miastem! Dużo, na prawdę dużo do zaoferowania, pyszne jedzenie, bary, street art, ślady po wojnie, podziemne tunele - przejścia...  Zdecydowanie jeszcze tam wrócę!

Najpierw zobaczyliśmy sobór św. Sawy, robi wrażenie wielkością - jedna z najwiekszych cerkwii na świecie - niedokończona w środku, to też robi wrażenie - kontrast złoceń i betonowych, szarych ścian.


Bardzo malownicza była uliczka Skadarlija - pełna barów, restauracji, gdzie wieczorem grana jest serbska muzyka.

Nieco dalej znaleźliśmy przejście dla pieszych - zebrę :)

Widzieliśmy też scenę z serbskiego ślubu :)


Z zamku Kalemegdan podziwiać można całą panoramę miasta...






A co było dla mnie największym zaskoczeniem to grafitti i street art praktycznie wszędzie!
 BLU już kojarzyłam z Krakowa, ten sam styl, znów porusza jakiś problem - tu o urbanizacji (zęby - budynki) - Cities vs Nature, Pop Lukina.
 a kolejny mural (po prawej - ul. Durmitorska) to dzieło Polaka - Mariusz Waras.


Najlepszym miejscem na polowanie na street art, w tym całej kolekcji duszków, które są tam poukrywane, jest dzielnica Savamala.
I właśnie projekt Ghost people of Savamala :)


Ale jak już mówiłam, malunki były wszędzie, wszędzie, wszędzie :)

Z alternatywnych miejsc dużo czytałam za to o budynku BIGZ, do którego chciałam zajrzeć ze względu na różne graffitii i widok z samej góry, ale raz, wieczorem, budynek wydawał się zbyt pusty i ciemny, żeby wejść, a drugi raz, rano, był świeżo po imprezie i nie zostaliśmy wpuszczeni, właściwie do dziś nie wiem, o co do końca chodziło. Miejce zostaje więc dla mnie na razie tajemnicą, do rozwiązania przy następnej wizycie :)

I na koniec - ślady po wojnie w mieście:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wpisz swój e-mail - nie przegapisz wpisu :) / Follow by Email :) Don't miss a post!