5/30/2015

Belgia, Bruksela

Luksemburg, który pokazałam wam niedawno to wycieczka poza Belgię, bo wszystko wyszło właśnie za sprawą tanich znów lotów, tym razem do Brukseli. A tu warto właśnie sprawdzać oferty Megabusa, żeby pojechać sobie do Luksemburgu za 1£ :)

Wyjazd był właściwie zaraz po wielkiej majówce w Rumunii, więc nie było czasu na przygotowania, ale znów za pomocą couchsurfingu i map stworzonych przez lokalnych, wszystko fajnie się udało! :)

Nie nastawiałam się bardzo na atrakcyjność zwiedzania Brukseli, wiedziałam, że będzie to schludne miasto, ale były murale, były śmieszne pomniki, jak Manekin Pis i jego siostra - Jeanneke Pis, wreszcie bary z pysznymi i mocnymi belgijskimi piwami :)



Ta dzielnica była przyjazna homoseksulistom - bary i te murale właśnie.

Dalej - Manekin Pis to oczywiście symbol miasta - reklamuje nawet i frytki, no i doczekał się też swojej hip-hopowej wersji w postaci muralu. Od czasu do czasu pokazuje się w ubranku, których kolekcję można oglądać w specjalnym na to muzeum. Innymi dniami występuje nago, mnie pokazał się taki :)


 A dalej, wszędzie, w całym mieście - komiskowe murale! Oczywiście, że się cieszyłam! 
Przykra jest historia ratusza, którego architekt niestety się pomylił, i nie stworyzył budowli symetrycznej! A to był to dla niego powód do samobójstwa!

Frytki belgijskie, nie zachwyciłam się nimi tak bardzo, ale dobrze, że są! Szczególnie wśród całego innego, drogiego menu z restaruacji! Do tego na deser gofry, ciasto jest inne, pyszne!

A na koniec -Atomium!

5/27/2015

Luxembourg!

Wyjazd zaraz po majówce, więc trochę szalony i mało zaplanowany, ale udany! Tanie bilety, które udało się upolować do Brukseli w pewnien sposób zrekompensowały drogie, bardzo drogie ceny wszystkiego w Luxemburgu, czy potem w Belgii. Ale małe, nowe państweko dodane do listy odwiedzonych miejsc :)


W sam początek dnia trafiłam do Luxembourg City History Museum, gdzie wstęp dla studentów był darmowy, a były różne ekpozycje, w tym i sztuki współczesnej. Tak spędziłam miło poranek i w sam raz poczekałam na słońce, żeby milej zwiedzać dalej :)

Miasto jest małe i zdecydowanie wystarczy kilka godzin na jego zwiedzenie, ale mając więcej czasu na pewno warto odwiedzić okolice - zamki, czy po prostu tutejszą naturę!
Już samo miasto jest bardzo, bardzo zielone, zaskakujące też jest jak duże są różnice wysokości między różnymi częściami - jest nawet winda, żeby dostać się szybciej z dolnej do górnej części miasta (tak, już spotkałam się z tym w Portugalii, ale byłam zaskoczona znów), no i z mostów widać na dole ogródki i zasadzone warzywa :)
 W oddali widać budynki dzielnicy Kirchberg.
A w dole dzielnica Grund - też zielony, tam można w spokoju pospacerować wzdłóż rzeki i nawet zapomnieć, że jest się w mieście. 

 Atrakcją są kazamaty - spacer po tunelach i ruinach tutejszej twierdzy, i podziwianie miasta z takiej perspektywy :)

Sam spacer po uliczkach nie jest już tak atrkacyjny, jeśli ma się tyle zielonych przestrzeni w około, rzeczywiście sao centrum wydało mi się nie tak bardzo ciekawe, chociaż i też znalazłam kilka spokojniejszych zakątków ;) 

 Czas na odpoczynek i gorącą czekoladę, do rozpuszczenia samodzielnie w gorącym mleku!

Belgrad, Serbia

Na zakończenie majówki - Belgrad, który okazał się świetnym miastem! Dużo, na prawdę dużo do zaoferowania, pyszne jedzenie, bary, street art, ślady po wojnie, podziemne tunele - przejścia...  Zdecydowanie jeszcze tam wrócę!

Najpierw zobaczyliśmy sobór św. Sawy, robi wrażenie wielkością - jedna z najwiekszych cerkwii na świecie - niedokończona w środku, to też robi wrażenie - kontrast złoceń i betonowych, szarych ścian.


Bardzo malownicza była uliczka Skadarlija - pełna barów, restauracji, gdzie wieczorem grana jest serbska muzyka.

Nieco dalej znaleźliśmy przejście dla pieszych - zebrę :)

Widzieliśmy też scenę z serbskiego ślubu :)


Z zamku Kalemegdan podziwiać można całą panoramę miasta...






A co było dla mnie największym zaskoczeniem to grafitti i street art praktycznie wszędzie!
 BLU już kojarzyłam z Krakowa, ten sam styl, znów porusza jakiś problem - tu o urbanizacji (zęby - budynki) - Cities vs Nature, Pop Lukina.
 a kolejny mural (po prawej - ul. Durmitorska) to dzieło Polaka - Mariusz Waras.


Najlepszym miejscem na polowanie na street art, w tym całej kolekcji duszków, które są tam poukrywane, jest dzielnica Savamala.
I właśnie projekt Ghost people of Savamala :)


Ale jak już mówiłam, malunki były wszędzie, wszędzie, wszędzie :)

Z alternatywnych miejsc dużo czytałam za to o budynku BIGZ, do którego chciałam zajrzeć ze względu na różne graffitii i widok z samej góry, ale raz, wieczorem, budynek wydawał się zbyt pusty i ciemny, żeby wejść, a drugi raz, rano, był świeżo po imprezie i nie zostaliśmy wpuszczeni, właściwie do dziś nie wiem, o co do końca chodziło. Miejce zostaje więc dla mnie na razie tajemnicą, do rozwiązania przy następnej wizycie :)

I na koniec - ślady po wojnie w mieście:

Wpisz swój e-mail - nie przegapisz wpisu :) / Follow by Email :) Don't miss a post!