8/26/2014

Łotwa, Ryga

Wczesnym rankiem pobudka i podróż z Ecolines do Rygi. Szybko i na czas, ale niestety szara pogoda. Do tego trochę zmęczenia i miasto wspominam najmniej ciekawie. Chociaż, chociaż, były też fajne akcenty! Tym razem nie znalazłam ich w samym miasteczku, przez pogodę uliczki i budynki na pewno straciły swój urok.

Central Market znajduje się zaraz obok dworca autobusowego, więc był pierwszym odwiedzonym przeze mnie miejscem. Od razu przypomniały mi się te targi z Portugalii czy Hiszpanii z mnóstwem świeżych ryb... Takich targów brakuje nad naszym Bałtykiem, albo po prostu na nie jeszcze w Polsce nie trafiłam. Do tego owoce, warzywa, mięso, nabiał, ciuchy... wszystko!

 I zaopatrzyłam się tutaj też w lunch ;)

Potem zaciekawił mnie pobliski, wysoki budynek, który zobaczyłam już z autobusu wjeżdżając na dworzec - pamiątka radziecka, jak u nas Pałac Kultury i Nauki w Warszawie - tu Akademia Nauki.

Następnie zrobiłam sobie spacer przez park i zobaczyłam Operę Narodową.

Najważniejszy podobno symbol Rygi - Pomnik Wolności:

Z parku niedaleko widziałam już Wieżę Prochową otwierającą wejście do Starego Miasta.

Tak więc przespacerowałam się po Starym Mieście, szukając jakichś ciekawych miejsc... Niestety - Zamek był w rekonstrukcji, a potem zaczęło mżyć... Kolorowe uliczki, ale bezkolorowe niebo :(

 
k


 


 
 

Znalazłam spacerując fajny sklepik z włóczkowymi, kolorowymi pamiątkami - nazywa się Hobbywool ;)

A najfajniejsze jest to, że na obiad znalazłam knajpkę z typową łotewską kuchnią. Mały bar - Pelmeni XL - znalazłam przypadkowo w jednej z uliczek, na zewnątrz zaciekawiło mnie właśnie menu wyłącznie po łotewsku i znacznie niższe niż gdzie indziej ceny. No i weszłam, nie wiedząc trochę co zamówię, ale samoobsługa pozwoliła wzrokowo ocenić co byłoby dobre. I tak wybrałam dla siebie zupę mięsną - solankę i pierożki - takie drobiowe a także takie smażone.

 Potem całkiem się rozpadało, zobaczyłam jeszcze przed wyjazdem katedrę - Sobór Narodzenia Pańskiego. Potem w deszczu uciekałam na dworzec.

8/23/2014

Estonia, wycieczka z Tallinn Traveler ;)

Drugiego dnia będąc w Tallinnie chciałam zobaczyć coś poza miastem i ciekawiła mnie estońska przyroda. Właściwie byłam już zdecydowana na Lahemaa Park Narodowy, bo oglądając zdjęcia coraz bardziej i bardziej chciałam zobaczyć to miejsce na żywo. Ale, inni ludzie też, i wycieczkę wyprzedano. Bo właśnie na wycieczkę z Tallinn Traveler się zdecydowałam - przeczytałam same fajne opinie, a i sposób organizacji wycieczek bardzo mi pasował - właśnie młoda atmosfera, ciekawe miejsca, dużo chodzenia. Więc zdecydowałam się na inną wyprawę - po klifach, sowieckim miasteczku Paldiski, i innych ciekawych miejscach ;) 

I tak nasza wycieczka była naprawdę kameralna - 4 turystów i super przewodniczka Kristiina ;) Nie autobusem, samochodem terenowym! ;P

Najpierw zatrzymaliśmy się na bardzo ładnej i popularnej dla surferów plaży - Vääna-Jõesuu, co znaczy w tłumaczeniu usta rzeki, bo właśnie tu mała rzeczka uchodzi do morza - co ciekawe, każdego roku w innym miejscu.
 Pogoda trochę nam nie sprzyjała, za to chętnych do surfingu nie brakowało, mieli idealne warunki i fale ;)


Nasz następny przystanek do szczyt klifów - Türisalu pank. Akurat przy nas była grupa schodząca z nich na linie, więc chętnie pooglądaliśmy jak sobie radzą ;)


Zobaczyliśmy też ukryty wodospad - Keila-Joa ;) Trzeci pod względem wielkości w Estonii. Fajne było to można było podejść do niego bliżej na dole, ale też górą.
 

Spacer na szczyt wodospadu...
 
 

Potem posłuchaliśmy trochę o historii Estonii. Zwięźle i ciekawie, bez zanudzania, jak lubię ;)

Następny przystanek to półwysep Pakri z latarnią morską i widokiem na klify.
 
 
 

Dalej zeszliśmy w dół na piękną, kamienistą plażę gdzie świetnie widać było klify.

Nacieszyliśmy się widokiem i wyruszyliśmy dalej - do miasteczka Paldiski, tam zjedliśmy lunch i dalej ruszaliśmy zwiedzać ciekawe miejsca w okolicy.

Ruiny opuszczoneho klasztoru Padise z parkiem dookoła:

Potem Rummu - przeszliśmy niedaleko zamkniętego już (ale od niedawna) więzienia.

A niedaleko jest dziwne, dziwne miejsce -  kamieniołom, który wygląda dość nietypowo.

Ale co ciekawe, wypełnił on się wodą, podtopił niektóre budynki i jest miejscem wylegiwania się, pływania, skakania do wody i rajem do nurkowania. 

Wyszliśmy na szczyt kamieniołomu

A na sam koniec zatrzymaliśmy się po drodze w małym, ukrytym w lasku cmentarzu sowieckich pilotów - testerów. Niektóre nagrobki zrobione były właśnie z części samolotów.

Wycieczka skończyła się też miłym akcentem zbierania jagód ;)


Cóż mogę napisać - fajna estońska przygoda!

Wpisz swój e-mail - nie przegapisz wpisu :) / Follow by Email :) Don't miss a post!