6/30/2014

Tatry - Nosal, Sarnia Skała

Spokojna, luźniejsza niż ostatnio trasa i 2 nowe szczyty zdobyte ;)
Trasa Nosal - Kuźnice - Sarnia Skała - Dolina Strążyska

Wyjście na Nosal było przyjemne, trafiła się ładna pogoda i fajny widok na Giewont.
 

 W drodze z Kuźnic na Kalatówki i później przez Halę Białe właściwie nie było świetnych widoków i całkowicie skupiłam się na makro-fotografii kwiatków ;)
 

I w końcu zaczęło się wyjście z lasu...

I Sarnia Skała 
 

Spojrzenie na Giewont

A w drodze powrotnej Siklawica.
  

Dolina Strążyska

6/26/2014

Autostopowa wyprawa w długi weekend czerwocowy. Węgry - Balaton i Budapeszt!

O autostopowej wyprawie myślałam już od dawna a weekend czerwcowy wydawał się idealny żeby sprawdzić ten sposób podróżowania. 5 dni to nie za dużo, a wystarczająco, żeby zobaczyć jak to wszystko działa. Cel - Węgry, gdzie jeszcze nigdy nie byłam, a od dłuższego czasu chciałam. Balaton i Budapeszt! ;)

W 2 osoby, wyjechałyśmy z krakowskich Łagiewnik łapiąc samochód w kierunku Bielsko-Białej i tracąc za dużo czasu w korkach niestety. Miejscówka nie najlepsza, dalej jeszcze jest Borek Fałęcki albo rozjazd w Głogaczewie, ale udało się! Dalej ze stacji benzynowej złapana podwózka do Brna, na kolejną stację przy autostradzie tym razem i tam już z wypatrzonym Słowakiem ze słowackich rejestracji do Bratysławy! Wydawało się idealnie, szybko autostradą, ale niestety! Pan pochwalił się, że sam autostopował i wysadzi nas w dobrym miejscu. Niestety, przed zjazdem z autostrady niczego nie było i tak wjechaliśmy do miasta. Daleko do miasta. Właściwie pieszo doszłybyśmy sobie do centrum... Ale nie miałyśmy w planie zwiedzania Bratysławy. I tak na miejskiej stacji straciłyśmy trochę czasu, pytając ignorujących nas ludzi, ale nikt nie wyjeżdżał stąd z miasta. I tak zastał nas wieczór. W końcu zdecydowałyśmy się pieszo wyjść na wylotówkę, już było po zmroku, ale gdzieś przy przystanku udało się nam dostać podwózkę za miasto. Stamtąd kolejną podwózkę już pod granicę z Węgrami, dostając informację, że do granicy jest 4km i tam jest stacja. Szłyśmy i szłyśmy, niczego nie było. W końcu znów ktoś nas podwiózł, już na Węgry, do jakiejś małej mieścinki, znów polecając iść dalej w stronę jakiejś stacji. Ale było już późno i szanse złapania czegoś spadały prawie do zera dodając godzinę przed północą i bliskość cmentarza ;P I tak pojawiła się konieczność noclegu na dziko! Śpiwory i przetrwałyśmy. Za to rano już kilka podwózek (w tym tirem) przez Gyor aż do Vesprem skąd już wzięłyśmy autobus chcąc jak najszybciej dostać się do pobliskiej wioski Csopak.

Tak więc nie tak źle, udało się! Zatrzymałyśmy się u Kristiny, goszczącej nas z couchsurfingu. I tak spróbowałyśmy węgierskiego przygotowanego przez nią lecza, pojechałyśmy zobaczyć półwysep Tihany, wylegiwałyśmy się na tarasie w słońcu, spacerowałyśmy wśród winnic i pływałyśmy w Balatonie.

Wyjazd do Budapesztu z Csopaka też autostopem i udał się dość sprawnie. Szybciej niż byśmy się spodziewały i z dowozem do centrum przed przystanek tramwajowy! Więc nie spodziewałyśmy się tego, ale jeszcze tego dnia wyszłyśmy z plecakami na miejskie wzgórze, żeby fajnie zacząć nasz pobyt w mieście.


W Budapeszcie też znalazłyśmy nocleg przez couchsurfing i spędziłyśmy czas z trójką znajomych z Brazylii i Serbii, którzy zaproponowali trasę zwiedzania miasta, zaprowadzili do fajnych miejsc i poczęstowali domową rakiją w zamian za naszą polską Żubrówkę ;)

Powrót też autostopowy, z samego rana, ze stacji niedaleko dworca kolejowego, sugerowanej przez hitchwiki. Udało się po 40 minutach złapać panów jadących do Wiednia, którzy wysadzili nas przed wylotówką na stacji przy autostradzie. Tam też trochę czekania, ale udało się dalej do Bratysławy i tym razem zdecydowałyśmy się spróbować trasy przez Zilinę, że szybciej może. Zatrzymując się najpierw w Trencinie, a potem już w samej Zilinie, tak blisko granicy, ale nikt, nikt nie zatrzymał się dla nas poza propozycjami jechania do Popradu. Najbardziej przykro było gdy mijały nas polskie auta, kilka tylko z kierowcą, całe puste, ale byłyśmy dla nich niewidzialne. A miałyśmy nawet flagę. W końcu przyjęłyśmy kolejną propozycję dojazdu do Popradu, z naprawdę miłymi Słowakami, którzy też sprawdzili dla nas połączenia autobusowe i udało się nam wrócić na wieczór do Zakopanego niedrogim autobusem, a stamtąd Kraków. Więc udało się w 1 dzień. Cały, męczący dzień, ale jednak! Pierwsza wyprawa się udała i na pewno zostanie w pamięci jako fajne przeżycie! 

Na mapce trasa dojazdu (kolor niebieski) i powrotu (kolor czerwony)



Co fajnego było? Ciekawe poznane osoby, bo większość sama autostopowała w przeszłości ;) Rzeczywiście, ci którzy się zatrzymają są otwarci i mili, niemili po prostu cię ominą, nie podwiozą, więc nie ma się z takimi do czynienia Jeden hipis nawet sam jeździł w poszukiwaniu autostopowczów i zawrócił jak nas zobaczył ;P Wszyscy, którzy się dla nas zatrzymali chcieli pomóc i były to same pozytywne doświadczenia. Że dostawałyśmy też jakieś wafelki, kawę, czy byłyśmy częstowane ciastem. I państwo, którzy sprawdzali dla nas połączenia autobusowe, żebyśmy bezpiecznie już z tego Popradu dojechały. I nadrabiano dla nas drogę żeby dobrze nas wysadzić. 

I tak minęło 5 intensywnych dni, w tym całe 2 dni drogi i 3 dni życzliwości i samego bycia, za to bycia, bycia, całkiem, całkiem, do wymęczenia i zapamiętania na zawsze ;)))

Tak ;) Autostop jest fajny!

6/24/2014

Wegry, Budapeszt

Przyjazd do Budapesztu późnym popołudniem uczciłyśmy wejściem na wzgórze Gellerta i podziwianiem całego miasta z góry. Jeszcze z plecakami i tabliczką z nazwą miasta, do którego udało nam się szybko dostać z Balatonu ;) Ponieważ wyprawa na Węgry była autostopowa i niskobudżetowa ;)



  


Cały następny dzień od rana przeznaczony był na zwiedzanie i próbę zobaczenia jak najwięcej się da.  A dało się dość dużo ;)
Najpierw spacer do marketu i przejście mostem na drugą stronę miasta - widok na wzgórze Gellerta,  gdzie byłyśmy poprzedniego dnia.

Ładnie prezentuje się z tamtej strony budynek parlamentu.

I zwiedzamy wzgórze z Zamkiem Królewskim, 

 

O godzinie 12 udało nam się zobaczyć zmianę warty.

Dalej Kościół św Macieja
 

I Baszta rybacka.

Z góry są przepiękne widoki

Dalej przeszłyśmy najsłynniejszym Mostem Łańcuchowym

Zobaczyłyśmy Bazylikę 

I pospacerowałyśmy dalej...
  
Synagoga w Budapeszcie jest największą w Europie.

Na koniec zobaczyłyśmy też Plac Bohaterów.


Super - fajnym miejscem był pub - bar Szimpla - miejsce spotkań z pomysłowym wnętrzem... I zostawiało się tam też swoje życzenia ;)


Z węgierskich pamiątek jakie mi się spodobały były porcelanowe laleczki w strojach ludowych.

Węgierski gulasz w nagrodę tak intensywnego dnia ;)
I owocowy strudel ;)

Wpisz swój e-mail - nie przegapisz wpisu :) / Follow by Email :) Don't miss a post!