4/29/2014

Armenia, Lichk - wolontariat - szkoła i ormiańskie dzieci

Do Armenii pojechałam zupełnie spontanicznie, decydując o tym zaledwie 10 dni wcześniej znajdując projekt w ramach Youth in Action. Projekt mający na celu właśnie promocję wolontariatu. W jego skład wchodziło dużo teorii, ale i zajęć praktycznych z fotografii, organizacji flashmobów, projektów, a jeden dzień spędziliśmy typowo jako wolontariusze. I tak niektórzy pomagali przy kopaniu ziemi, rąbaniu drewna, odwiedzaniu szkół. Tak właśnie zrobiłam ja z częścią osób z grupy. Razem wybraliśmy się do wioski Lichk. Pomimo pięknych gór wokoło, warunki do nauki są tu bardzo skromne, za to dzieci otwarte i szczerze radosne. Chodzą razem za rękę, wspólnie się bawią, biegają i uśmiechają... Niektóre podchodzą i uciekają, bo się wstydzą, te starsze zagadują. 


Ponieważ był to 24.04 - ich święto narodowe związane z ludobójstwem Ormian w czasie I wojny światowej, zaraz po przyjeździe wszyscy udaliśmy się złożyć kwiaty pod pomnik upamiętniając to wydarzenie. I to też myślę było dla nich ważne, w pewien sposób zobaczyć, że do tego dołączamy i razem z nimi pamiętamy. A po chwili powagi i tak widać radość na wszystkich twarzach.
Razem wracamy więc do szkoły, żeby malować, śpiewać, grać i bawić się i robić jeszcze więcej zdjęć, do których wszyscy chętnie pozują ;)


 
 


Nie miałam jeszcze takiego doświadczenia. Kontakt z dziećmi pomimo tak wielkiej bariery jaka powstała we mnie w środku. Ze względu na takie różnice, bycie dla siebie wzajemnie atrakcją, trudność w porozumieniu się w języku angielskim i przerzucenie się na moje marne podstawy j. rosyjskiego... Niesamowite przeżycie! Zobaczyć ich tak przejętych z jednej strony, przygotowujących piosenki i tańce dla nas, a tak naturalne z drugiej, bawiące się razem, trzymające za rękę, uśmiechnięte. 
I co my mogliśmy tam zrobić? Tylko kilka godzin i właściwie wszyscy poczuliśmy, że otrzymaliśmy więcej niż daliśmy, ale, że na tym być może polega też wolontariat. A chociaż na obustronnym otrzymywaniu. Był to nasz najlepszy dzień podczas projektu. Dlatego, że to co im przynieśmy, było z naszej strony czymś zupełnie niewielkim - nasz czas, trochę gier, zabaw, zainteresowania, wzbudzenia motywacji do nauki, otwartości na innych, a to co otrzymaliśmy to ogrom takiej prawdziwości z ich strony, radości i poczucie, że to spotkanie miało sens i może coś zmienić nawet jeśli pośrednio. Bo bezpośrednio potrzebne byłyby już tylko pieniądze na remont...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wpisz swój e-mail - nie przegapisz wpisu :) / Follow by Email :) Don't miss a post!