10/23/2013

Coimbra, Festa das Latas, Latada 2013

Festa das Latas trwa tydzień i w tym roku zaczęła się 17.10, a skończyła 23.10.2013. Tydzień koncertów, wielka parada połączona z "chrztem" calorios, czyli pierwszaków, zabawa, zabawa, zabawa - przypomina wszystko nasze Juwenalia. Wszystko zaczęło się o północy Serenatą, czyli pieśnią fado. Przez godzinę wszyscy studenci słuchali muzyki w ciszy, żeby po jej zakończeniu rozpocząć dłuuugą zabawę.

 (C) http://www.diariocoimbra.pt/noticias/se-nova-de-preto-lembrou-luiz-goes

Codzienne koncerty zupełnie przewróciły życie miasta do góry nogami. Kluby były zamknięte albo zupełnie puste. Miejsca, które zwykle tętniły nocą życiem (Se Velha) teraz były puste. Dolna, stara część miasta nad rzeką ożyła.

Chrzczenie pierwszaków trwało właściwie od początku, tzw praxe, polegający na różnego rodzaju krzyczeniu, skakaniu, piciu, milczeniu i spuszczaniu wzroku i generalnie robieniu wszystkiego i tak długo, jak zażyczą sobie tego starsi studenci.  Ale nie ma łamania żadnych praw czy upokarzania. Jest nawet specjalna komisja i regulamin odnośnie praxe. Mimo wszystko trochę ta tradycja szokuje jeżeli nie należy się do tutejszej społeczności. Dla portugalczyków jest to ważne wydarzenie i część kultury uniwersyteckiej. Każdy chce być przechrzczonym, przez to czuje się częścią całej wspólnoty studenckiej, zaprzyjaźnia z innymi, a już rok później można samemu chrzcić nowych studentów.



Calorios rozpoznać można w dniu parady po śmiesznych strojach, puszkach, od których zresztą wzięła się nazwa święta, dużych smoczkach noszonych na szyi i miskach, do których zbierają cukierki i centy dla swoich starszych kolegów studentów.

 
 Pod koniec parada zupełnie przestała być zorganizowana, wszyscy rozeszli się w każdą stronę miasta, a pijanych, kolorowych studentów można było spotkać wszędzie do wieczora, gdzie ostatecznym punktem była rzeka i miejsce chrztu.

10/21/2013

(Lisbon) Lizbona po raz drugi

Drugi raz w Lizbonie. Tym razem już z nowymi znajomymi i zatrzymując się u znajomych ;) Tym razem udało się wsiąść się do małego, żółtego tramwaju na przejażdżkę, zobaczyć targ złodziei i Alfamę, wejść na wieżę w Belem i zjeść najpyszniejsze na świecie Pasteis de Belem i poleniuchować w parku... Fajnie było też wrócić do niektórych miejsc, które już kojarzyłam kiedy podekscytowana po raz pierwszy zwiedzałam portugalskie miasto, cieszyłam się słońcem, kafelkami, palmami, wszystko było nowe...

Ale Alafamę zwiedziłam dopiero przy drugiej wizycie, a jest niesamowita! Na Targu Złodziei - Feira da Ladra można było zobaczyć dużo fajnych staroci. Też kafelki! Otwarty jest we wtorki i soboty na Campo de Santa Clara i tam właśnie dotarłyśmy tramwajem 28.

Stamtąd przeszłyśmy się uliczkami Alfamy czyli najstarszej dzielnicy Lizbony.

Niedaleko zamku św Jerzego zupełnie przypadkowo trafiłyśmy na wielką, wielką galerię street artu gdzie spędziłyśmy trochę czasu robiąc rożne śmieszne zdjęcia ;)

Potem sklepiki z pamiątkami i kupiłam najpiękniejsze pocztówki korkowe ;)

Potem zatrzymałyśmy się nad rzeką na lunch i spacerowałyśmy dalej po Baixa i Bairo Alto.
 Dziewczyny pokazały nam też różową, imprezową ulicę Lizbony.
 


W niedzielę pojechałyśmy do Belem. Od 10 do 14 wejście na wieżę Torre de Belem jest darmowe, więc tam udałyśmy się na samym początku.
 

Później droga do Klasztoru Hieronimitów, gdzie też jeszcze udało nam się wejść przed 14:


I wreszcie upragnione Pasteis de Belem! Tak, różnią się od zwykłych Pasteis de Nata. 

Potem poleniuchowałyśmy w parku, zjadłyśmy ciasteczka i poszłyśmy jeszcze zobaczyć Pomnik Odkrywców.

Wpisz swój e-mail - nie przegapisz wpisu :) / Follow by Email :) Don't miss a post!