2/22/2013

Niemcy, Berlin

Zimowy, mroźny Berlin w moje ferie zimowe - 17 - 19.02.2013 ;)
Jestem dumna! Moje największe jak do tej pory zwiedzone miasto!
Na pierwszy rzut oka miasto nie spodobało mi się - duże, rozległe. Ale jest też druga strona Berlina - oprócz nowoczesnego, można zobaczyć też to stare, zniszczone, pokryte graffiti, malunkami. I tak zresztą jak podejrzewałam, największe wrażenie zrobiły na mnie te właśnie resztki ścian, pozostałości muru berlińskiego i wszystko, co odzwierciedlało przeszłość Berlina.

Komunikacja miejska w Berlinie w porównaniu z naszą jest dość droga, nie ma zniżek studenckich, ale za to jest na prawdę dobrze zorganizowana i przyjemna ;) Jednak chcąc, żeby moja wycieczka była niskobudżetowa dużą część Berlina po prostu przeszłam.
Tak spędziłam właściwie cały pierwszy dzień, włócząc się od miejsca do miejsca od rana do wieczora.



 
Berliner Dom, katedra.
 
Museum Island:
 
Targ przy Museum Island:




Alexanderplatz:



Niedaleko znajduje się klimatyczny Nikolaiviertel:



Potdsamer Platz:
 
Zagadką jest po co były te kolorowe rury w środku miasta. Było dość dużo różnych napaw i przebudowań w tym czasie, więc może była to jakaś konieczność. Tak czy siak, takich rur było w mieście pełno, różowe, niebieskie, fioletowe.


Ciekawym dla mnie miejscem było Checkpoint Charlie, dawne przejście graniczne między NRD i Berlinem Zachodnim.



Niedaleko było miejsce z wystawionymi fragmentami zniszczonych przez kule budynków pokrytych graffiti, które wywarły na mnie duże wrażenie.





Obok zobaczyłam miejsce ze starymi, pomalowanymi samochodami.
 

 Były też budki do robienia zdjęć i pierwszy raz z takiej skorzystałam ;) Trochę ta maszyna skrzypiała i na zdjęcia trzebabyło trochę poczekać, ostatecznie się doczekałam, efekt wyszedł trochę śmieszny.

Pierwszego dnia odwiedziłam też do muzeum Neue Nationalgalerie z sztuką XIX wieku - niemiecką ale też zagraniczną. Było trochę dzieł Andy'ego Warhola, było trochę nowoczesnych, dziwnych wystaw ;)

Sztuka malowania siebie, ciało jako podkład dla sztuki.
czy też dzieła, których nie można zobaczyć, bo są okryte tajemnicą, znaną tylko artyście ;)

Ten obraz nazywał się "Narodziny Hitlera"



Drugiego dnia pojechałam do Poczdamu, ale po powrocie, wykorzystując jeszcze bilet dzienny (kupiłam ten na strefę ABC - ważny na komunikację miejską w Berlinie i strefie aglomeracyjnej) - ale o Poczdamie w następnym poście! ;)
Po powrocie odwiedziłam też znany mi z książki "My dzieci z dworca ZOO" owy dworzec. Stamtąd przeszłam do Gedachtniskirche, a w budynku oboko można też było zobaczyć wystawę i pozostałości zniszczonego kościołu.
 



Wieczorem wybrałam się na spacer i do Reichstagu, skąd miałam piękny widok na miasto z kopuły i z balkonu. Wejście od rana do wieczora, pobyt bezpłatny, trzeba się tylko wcześniej zapisać na odpowiednią dla siebie godzinę - w małym budynku obok.

Ostatniego dnia jeszcze raz wybrałam się zobaczyć miasto z kopuły Reichstagu.





Taki więc Berlin do tej pory widziałam - nowoczesny:
.




I Berlin ludzi młodych, przejawiających swoją młodość w malunkach, naklejkach wszędzie - na znakach, słupach, koszach na śmieci.


 Jakoś tak mnie to przyciągnęło. Pełny kosz, na nim jeszcze kubek ze Starbucksa, wszystko się wysypuje, a obok, sklepik z pamiątkami i reklamująca go czerwona kostka BERLIN.




Ten pan z sygnalizacji świetlnej Berlina jest chyba drugim po Bramie Branderburskiej symbolem miasta. Widziałam go wszędzie - na pocztówkach, jako magnes, gumka do mazania, na notesach, zeszytach, a tu jeszcze na samochodzie.



Resztę dnia poświęciłam na poznanie alternatywnego Berlina w zorganizowanej wycieczce po mieście. Nasz przewodnik zaprowadził nas w miejsca, do których bym sama na pewno nie trafiła, opowiedział dużo o wybranych pracach ulicznych, odsłaniając przede mną jeszcze inne oblicze Berlina.
Gdzieś po drodze widziałam fajną kanjpkę:


Ale nasza wycieczka też skończyła się w knajpce, tylko specyficznej - z jamajską muzyką i piecem w środku, żeby ogrzać się w ten mróz. A w lecie podobno wszystko przenosi się na plaże. Tak czy siak, muzyka w środku i atmosfera była jak w lecie ;)
Stamtąd wybrałam się jeszcze do East Side Gallery, zobaczyć Mur Berliński cały w grafikach.
 


Później został mi ostatni spacer i trochę smutku, bo po tej ostatniej właśnie wycieczce miałam ochotę zgłębić się w to miasto jeszcze bardziej. Miałam jeszcze plan wybrać się na pożegnanie do fabryki czekolad Richter, bo podobno można ją sobie zwiedzić i nawet zrobić swoją własną czekoladę, ale już nie zdążyłam. I na pocieszenie kupiłam sobie tylko jedną w drodze na autobus do domu.

Długo zastanawiałam się czy próbować niemieckich przysmaków, a mianowicie Curywurst i wurst - czyli po prostu kiełbasa w przeróżnych formach, bo za czymś takim nie przepadam, ale ostatecznie i ja ustawiłam się w kolejce i spróbowałam ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wpisz swój e-mail - nie przegapisz wpisu :) / Follow by Email :) Don't miss a post!