9/06/2012

Ukraina, Lwów - cz.2 (Lviv)


Przypominam, że we Lwowie spędziłam 6tygodni, 13.07 - 25.08.2012 i wcześniej powstał już post ze zdjęciami z miasta. Jeśli nie widzieliście odsyłam - tutaj

Ciężko mi było to zorganizować, przywiozłam bowiem ze sobą całą masę zdjęć, które ciężko jakoś sensownie  uporządkować. Poza głównymi obiektami, babuszkami i samochodami, które pokazałam w pierwszym poście, ciągle mam wiele do pokazania. Stąd ten post. Może rzeczy mniej już ważne, ale ciągle typowe dla tego miasta - tym razem marszrutki, kawiarnie, jedzenie, targ, strajk w mieście, msza ormiańska i wycieczka do niedalekiego miasteczka.

Przyzwyczaiłam się do transportu na Ukrainie, chociaż na początku mnie wkurzał. W marszrutkach nie kupuje się biletu, tylko płaci kierowcy, można też podać pieniądze pasażerom, a oni podadzą do kierowcy i jeszcze oddadzą resztę, jeśli taka będzie. I tak się robi, uczciwi ludzie. W tramwajach maszyny dziurkujące bilety, nie ma wydrukowanego numeru pojazdu, ani godziny, nie wiedziałam więc na czym to skasowanie biletu polega, okazało się, że w różnych tramwajach po skasowaniu mamy inny rozkład dziurek i na tej podstawie sprawdzana jest ważność biletu.Kontrola wygląda tak, że do tramwaju wsiada starsza pani z policjanatami. Ale kara jest w porównaniu z Polską dużo tańsza i wynosi równoważność lodów w restauracji. Sam bilet w marszrutce kosztuje 2hrw, bilet tramwajowy 1,5hrw, dla studentów 0,75hrw a to około 35gr! ;)

Szybko do marszrutki!Wieczny tłok.
W marszrutce:

I w tramwaju: - też żółtym:


Dużo mogłabym też poświęcić jedzeniu. Nie szukałam specjalnie tradycyjnych dań ukraińskich, bo uważam, że są podobne do polskich, ale spróbowałam kilku rzeczy, np. smażonych kasztanów sprzedawanych na Rynku,

słodyczy,

pieczywa, ale nie może się ono równać polskiemu, za którym strasznie tęskniłam,

a jeśli chodzi o obiady, strasznie polubiłam bar o nazwie Puzata Hata. Duży wybór pysznego jedzenia, tam spróbowałam ich pierogów, czyli vereników, mnóstwa mięs i warzyw.


Po świeże owoce jeździliśmy czasem na duży targ. Nigdy nie zapomnę smaku pysznego, soczystego melona krymskiego!!!



Oprócz tego kawy i desery - nie wyobrażam sobie teraz mojego pobytu we Lwowie bez kawiarni i barów, które odwiedziłam. Same w sobie miały klimat, coś ciekawego. O Masoch Cafe pisałam już wcześniej, pokazując zdjęcie pomnika Masocha przed kawiarnią. W środku zaskakuje menu, wystrój, kelnerki, które mogą cię ukarać oraz sposób w jaki podawany jest rachunek.
Drugim ciekawym miejscem była Kryjivka, sekretny bar, nieoznakowany, przed wejściem do którego trzeba podać hasło ;)

Coffee Manufactury, w podziemiach można zobaczyć maszyny i proces robienia kawy, w środku poczuć aromat kawy.
Jeśli mowa o Coffee Manufactury to można też zajrzeć do Chocolate Manufactury, na przeciwko Masoch Cafe.
Dom Legend - o określonych godzinach smok zieje ogniem, w środku ciekawe wnętrze, jest też taras widokowy.
Kolejnym miejscem, które mnie zaciekawiło było Cafe1, w którym jest nawet specjalne, oznakowane miejsce do całowania ;) Jadłam tam pysznego strudla.
 


Poleciłabym też kawiarnię "Na Bambetli" - przytulną, z pysznym sernikiem czy strudlem.
Fajnym miejscem jest też Dzyga, wieczorami odbywają się tam koncerty, jest to też zresztą galeria, więc miejsce jest bardzo fajne.


Ciekawym ze względu na pomysł jest Harry Potter bar, gdzie przy wejściowych drzwiach widnieje napis - peron 9 i 3/4, a w środku można oglądać przygody czarodzieja, słuchać muzykę z filmów, ubrać pelerynę, dostać różdżkę i zamówić potrawy czy desery nazwą skojarzone z tym magicznym światem.


A tą restaurację - Trapezna odkryłyśmy już pod koniec naszego pobytu, niesamowicie klimatyczna, gdzie spróbowałyśmy mięsa, a podczas następnej wizyty placka cebulowego i pysznego wina domowego. Nazwy potraw i muzyka w stylu zakonnym, sama nazwa oznacza "monks eating room".

Skrzynka pocztowa na Ukrainie jest żółta. Wysyłałam kilka pocztówek, jak zwykle.

Reklama filmu z Robertem Pattisonem na przystanku tramwajowym - dla ciekawych jak wygląda jego imię w cyrylicy.

Strajk na ulicy

Jednej niedzieli byłam na ormiańskiej mszy w Katedrze Ormiańskiej, była bardzo długa, ale ciekawa, dużo śpiewania, modliła się mała grupa, ale wszyscy wyraźnie się znali, przytulali na powitanie i byli dla siebie bardzo serdeczni.

Miasto wieczorem/nocą:



Wizz Art Festival to międzynarodowy festiwal filmów krótkometrażowych. W tym roku odbywał się w dniach 26 - 29.07.2012 i był na prawdę dobry ;)


Pierwszej niedzieli pojechaliśmy do Zhovki, miejscowości niedaleko od Lwowa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wpisz swój e-mail - nie przegapisz wpisu :) / Follow by Email :) Don't miss a post!