8/31/2012

Step by Step - wolontariat we Lwowie

Przyczyną mojego dłuższego pobytu we Lwowie był wolontariat - projekt Step by Step, organizowany przez AIESEC, 15.07 - 25.08.2012r.

Tegoroczny wolontariat był dwa razy dłuższy niż mój zeszłoroczny workcamp i też odrobinę inny. Tym razem moim zajęciem była praca w szkole z dziećmi i młodzieżą, prowadzenie warsztatów, dyskusji, gier, prezentacja swojego kraju, tradycji, wszystko w języku angielskim, bo celem tego projektu była właśnie poprawa umiejętności językowych.

Zajęcia odbywały się w szkole, wszystkie ściany były ciekawie pomalowane, były rysunki map, krajobrazów Ukrainy, postaci z bajek, sytuacje na drodze.


Praca nie wydaje się bardzo wymagająca, ale była męcząca i wracając po południu marszrutką ze szkoły do mieszkania większość z nas - wolontariuszy po prostu przysypiała.Samo prowadzenie zajęć było dla mnie czymś zupełnie nowym, nauczycielką to ja zostać nie planuję, ale doświadczenie zostanie na zawsze ;)


 3 dzieci chodziło do polskiej szkoły, więc czasem pomagali nam przy tłumaczeniu innym dzieciom zasad gier lub tłumaczeniu pytań. Ich ulubioną przez pewien czas grą był hangmen, czyli szubienica, potem ulubioną stała się karciana gra w mafię. Z dziećmi musieliśmy się dużo bawić, chłopaki musieli grać w futbol, ale polubili też czas kraskówek, które później za to trzeba było opowiedzieć ;)



To ludzi znów najlepiej z całego tego wyjazdu zapamiętałam. Miastem nacieszyłam się w mniej więcej tydzień, udało mi się zobaczyć Kijów, ale to wszystko jeśli chodzi o podróże. Za to z ludźmi spędziłam cały ten czas, duże śmiesznych chwil, kilka drobnych nieporozumień, wspólne jedzenie, wstawanie... Tym razem większość wolontariuszy w naszym projekcie pochodziła z Azji: Indonezji i Chin, ale byli też chłopaki z Turcji, Brazylii i Gruzji. Raz zorganizowaliśmy sobie wieczorek gotowania tradycyjnych potraw, z koleżanką ugotowałyśmy polski żurek, który wyszedł bardzo dobry i posmakował, a mnie niesamowicie posmakowały ostry ryż i ziemniaki po chińsku, a także noodle indonezyjskie. Chłopaki z Turcji przygotowali dla nas z kolei menemen, czyli coś w rodzaju jajecznicy z pomidorami, ale byli strasznie dumni z tego ;))) Z Brazylii spróbowaliśmy czekoladowego mleka skondensowanego i popularny alkohol w Brazylii - cachaca. A z gruzińskiego jedzenia spróbowałam pierożków i wina. Wszyscy oczywiście przywieźli też słodycze, żeby częstować dzieci w szkole, także tych skosztowałam.

Podczas całego projektu, nowością było dla mnie Global Village - wydarzenie, festiwal, podczas którego publicznie prezentowaliśmy swoje kraje dla mieszkańców miasta. Każdy kraj miał swoje stoisko, które zapełnialiśmy flagą, folderami, pocztówkami, słodyczami, jakimiś pamiątkami. Każdy czuł się taki dumny z możliwości prezentowania swojego kraju, wszystkiego było pełno, można było spróbować i zobaczyć tyle różnych rzeczy w jednym miejscu.

Gruzińskie jedzenie:


Pierwsze 2 tygodnie mieszkaliśmy w zwykłym hostelu. Miało to swoje plusy, bo poznawaliśmy mnóstwo nowych podróżujących ludzi, ale i minusy, jakimi była mała kuchnia i łazienka dzielona ze wszystkimi. Podobał mi się wystrój, dużo plakatów, stare radio...




Później przeprowadziliśmy się do mieszkania w starej kamienicy, bardzo blisko centrum, przez co zupełnie zmienił się nasz dzień. Nie musieliśmy się już martwić o powrót nocą, wieczorem słychać było też muzykę z ulic, lubiłam usiąść przy oknie i patrzyć na ulicę, i mieliśmy swoją kuchnię do gotowania ;)


I tak minęło 6 tygodni. Czasem wydaje mi się, że szybko, ale czasem jednak czuć było ten czas. Powrot do domu o 6 rano, mgła i pusta droga...

Powrót do rzeczywistości. Zostały wspomnienia i pamiątki jakie przywiozłam.
Plakat, nalewka z 12ziół dla babci, pocztówki, magnesy i dużo krówek ;)

I ser wędzony, który je się jako przekąskę do piwa.
A także pamiątki od ludzi, których poznałam - indonezyjski wachlarz i bransoletka, chiński grzebyczek, przywieszka na szczęście, herbata, tofu, pocztówka, turecka łyżeczka, brazylijska mała laleczka ;D

8/28/2012

Ukraina, Lwów (Lviv)

część I 

Mój drugi pobyt we Lwowie. Pierwszy był krótki i niezbyt zadowalający, na wycieczce szkolnej w październiku 2009r - dużo jeżdżenia, mało chodzenia, mało czasu, zero wolnego czasu... Tym razem - lipiec - sierpień 2012 - wróciłam na dłużej i wydaje mi się, że poznałam miasto wystarczająco dobrze ;) Spędziłam tu 6 tygodni jako wolontariuszka projektu, o którym więcej wspomnę w osobnym poście.

 Jest to miasto warte odwiedzenia. Stare, urocze, klimatyczne. Dłuższy pobyt pokazał też trochę niedogodności - brak komunikacji nocnej, brak supermarketów w centrum, wyposażenie sklepików też postawiało wiele do życzenia. Marszrutki, którymi jeździ się po mieście nie mają żadnego rozkładu jazdy, ani trasy wypisanej na przystankach, ani chyba żadnej wyznaczonej trasy, bo jeżdżąc jednym, wiele razy trasa była inna, pozostawiając mnie zagubioną. Młodzi wydaje mi się przenieśli się stąd do Kijowa, w mieście żyją głównie starsi ludzie. Ale są mili ;) Opera Lwowska jest na bardzo wysokim poziomie i warto wybrać się na spekatkl! Poza tym można fajnie spędzić czas wybierając się na targ staroci.

Rynek i Stare Miasto:




"Kumpel" - przejażdżka po mieście z pedałowaniem i piciem piwa:


Kościół św Andrzeja:























Ulica Ormiańska:




 Pomnik Iwana Franka, przy Uniwersytecie.


Ciekawym miejscem jest Masoch Cafe, przed którym stoi pomnik samego pisarza, od którego nazwiska pochodzi termin masochizm.


Opera Lwowska jest słynna i udało mi się być na spektaklach podczas obu wizytach w mieście. Za pierwszym razem widziałam balet "Esmeralda", za drugim "Jezioro Łabędzie".







Panowie grający w szachy w parku przed Operą:


Niedaleko Opery znajduje się targ z pamiątkami, gdzie można kupić rzeczy od figurek czy magnesów po obrazy i stroje ludowe.




Lubię miejsca takie jak to - plac ze starociami:





Stare samochody stały się moim najczęściej fotografowanym obiektem we Lwowie, choć jadąc tam myślałam, że będzie to typowa lwowska babuszka. Jednak łatwiej zrobić zdjęcie czemuś nieżywemu ;)










 Cmentarz Łyczakowski:



Park Stryjski (zdjęcia koleżanki):


Muzeum Narodowe z kolekcją ikon i malarstwem francuskim i ukraińskim. Jedyny obraz jaki zapisałam i udało mi się znaleźć w internecie to obraz Oleksy Novakivskiej "Awakening".



Muzeum Architektury i Obyczajowości Ludowej.




Widok na miasto miałam z kilku miejsc. Pierwszym było wzgórze Wysoki Zamek, skąd można było zobaczyć dość szeroką panoramę całego miasta.
Kolejnym takim miejscem była wieża ratuszowa, skąd widok bardzo mi się podobał.




Następnymi natomiast tarasy różnych kawiarni lwowskich. 1) Widok z "Gazowej Lampy" 2)Widok z Dachu "Domu Legend" 3)Kryjivka




część II

Wpisz swój e-mail - nie przegapisz wpisu :) / Follow by Email :) Don't miss a post!