We Wrocławiu byłam do tej pory 2 razy - pierwszy, kiedy jechałam do Danii (2009r). Była wtedy piękna pogoda, chodziłam długo po Rynku i zrobiłam dużo zdjęć, które potem przez przypadek usunęłam :/ Czekałam na powrót w to miejsce i doczekałam się ;) Pogoda była już gorsza i czasu mniej, ale zobaczyłam to czego chciałam najbardziej - ogród japoński!
Najpierw zobaczyliśmy od zewnątrz, zza bramy ogród botaniczny.
Potem przespacerowaliśmy się przez Ostrów Tumski, mijając m.in. Most Tumski. Było na nim przypiętych mnóstwo kłódek z imionami zakochanych.
Wreszcie przeszliśmy na Rynek, ale jakoś tego dnia nie zachwycił mnie tak jak wcześniej.
Ładny widok na miasto rozpościerał się z budynku Uniwersytetu Wrocławskiego:
"Obowiązkowym" punktem jest też zobaczenie Panoramy Racławickiej. Widziałam ją już przy pierwszej wizycie, więc drugi raz trochę mnie nudził. Szczególnie, że byłam śpiąca i zmęczona.
Tak jak wspomniałam, najbardziej cieszyłam się z wizyty w ogrodzie japońskim. Teraz tylko muszę zrealizować kolejne życzenie - wrócić tu w okresie kwitnienia wiśni...
0 komentarze:
Prześlij komentarz