7/30/2009

Dania

Dania jeszcze z lipca 2009r. i jednocześnie jedna z pierwszych dalszych podróży! Od której można powiedzieć wszystko się zaczęło. Wiadomo, że były wcześniej mniejsze wyjazdy rodzinne, ale zrodził się w mojej głowie plan na bloga i zapamiętywania, tego co widzę - bo mam tendencje do zapominania i potem marudzenia, jak to nic się u mnie nie dzieje. A postaram się, żeby się działo! :)



Tak więc niesamowicie cieszyłam się wyjazdem do Danii ;) To w końcu kraj Skandynawski, a do tego kraju poczułam zainteresowanie właściwie dzięki mojej siostrze Gosi. Właściwie cały ten wyjazd to tez dzięki niej, bo Gosia właśnie w Danii pracowała przez kilka lat i dużo opowiadała mi o tym skandynawskim życiu i nawet zaszczepiła w mojej głowie pomysł by starać się dostać na studia na Skandynawistykę właśnie i może kiedyś szukać swojego szczęścia tam, ale nic z tego nie wyszło. W każdym razie wtedy w wakacje pojechaliśmy samochodem właśnie do Danii po Gosię. Krótki, rodzinny wyjazd - mieliśmy się gdzie zatrzymać i  była możliwość poznania chłodnej, deszczowej natury Danii.

Ja za to odkryłam w sobie chęć na podróżowanie. Pamiętam, że bardzo chciałam zobaczyć Kopenhagę, czego nie zrobiliśmy. Za to widzieliśmy kilka małych, uroczych miasteczek i innych miejsc. Pogoda nie była wspaniała, ale mimo wszystko zapamiętałam miło ten kraj. A mieszkaliśmy w okolicach Aarhus, drugiego co do wielkości miasta, zaraz po Kopenhadze, nazywany zresztą podobno małą Kopenhagą.

Krótko to, co typowego wyłapałam dla Dani:
Flagi których w Dani mnóstwo, ba, większość Duńczyków ma koło domu rozwieszoną małą flagę. Takie luźne podejście, w porównaniu do naszego, można by stwierdzić przesadnego czczenia flagi czasem? Flaga to symbol, i tu jest wszędzie i na co dzień.
Poza tym wiatraki :) Dużo ich tu, i podeszliśmy nawet pod sam jeden, a z bliska widać bardziej ich potęgę i szybkość.




Miasteczka Dani zapamiętałam jako urocze, m.in. Grenaa - malownicze miasteczko rybackie, gdzie znajduje się port, kolorowe domki rybackie i oceanarium ze skarbami cieśniny Kattegat - tej, która łączy Bałtyk z morzem Północnym.







To przejście nad rekinami było niesamowite :)


Kolejne miasteczko - Ebeltoft, zachwyciło kolorami i malwami. Stamtąd jest właśnie pierwsze zdjęcie, które pokazałam w tym poście :) Porządek i prostota, typowe dla Danii, w oknach brak firanek, właściwie ciasna zabudowa, nie ma ogródka, jednak malwy są :)


Aarhus - duże miasto, tętni swoim życiem - sklepy, knajpy, kolorowe kamienice.



A bardzo fajnie nam się udało, bo akurat w ten dzień odbywała się symulacja walki wikingów ;)



W Randers znajduj się Randers Regenskov czyli sztuczne lasy deszczowe Azji, Ameryki Południowej i Afryki. Niezwykłe miejsce i idealne na deszczową pogodę! Tu w zadaszeniu, ale jednak odtworzono na ile się dało naturalne środowisko danych roślin i zwierząt. Gorąco i wilgotno, jak w dżungli, a nad głową skaczą swawolnie małpy, latają piękne motyle, trzeba chodzić po linowych mostach, a wokoło właśnie rośliny z dalekich kontynentów.








I spacer po Randers:




Oprócz tego Randers położone jest nad fiordem. Muszę jednak przyznać, że przynajmniej z tamtego miejsca nie różnił się bardzo od zwykłej rzeki. No ale ... byłam nad fiordem ;) Te norweskie, miejmy nadzieję, jeszcze kiedyś zobaczę :)

Gdzieś po drodze zatrzymywaliśmy się też przy duńskich kościołach. Wszystkie surowe ze skromnym cmentarzem.



A Duńczycy mogą się też pochwalić dobrym kinem :) Tutaj (kliknij) - moje podróże kinowe po Skandynawii.

Wpisz swój e-mail - nie przegapisz wpisu :) / Follow by Email :) Don't miss a post!