W Bieszczady wybrałam się w połowie września 2011roku, na 2 dni intensywnego chodzenia i podziwiania widoków. Byłam jeszcze wcześniej w tych górach, kilka lat temu na wycieczce szkolnej, tym razem namówiłam tatę, żebyśmy tam pojechali przed moim wyjazdem na studia.
Po drodze mijaliśmy kilka cerkwi i zatrzymywaliśmy się na chwilę, żeby je pooglądać z bliska. Zaleta wycieczki autem. Poniżej cerkiew w Komańczy.


Przy tej cerkwi znajdował się cmentarz, gdzie był też nagrobek Łemków.
Po drodze mijaliśmy kilka cerkwi i zatrzymywaliśmy się na chwilę, żeby je pooglądać z bliska. Zaleta wycieczki autem. Poniżej cerkiew w Komańczy.


Przy tej cerkwi znajdował się cmentarz, gdzie był też nagrobek Łemków.

Pierwszego dnia zdobyliśmy także Tarnicę - najwyższy szczyt Bieszczad. Wybraliśmy najkrótszą trasę, z Wołosatego.


Po śniadaniu wybraliśmy się na Małą i Wielką Rawkę z Przełęczy Wyżnianskiej. To była najkrótsza trasa, ale niesamowicie męcząca! Cały czas pod górę, ale jak zawsze widok rekompensuje wysiłek.


































